TESTY

Wodny test ekstremalny – Keen Newport H2

Tekst i zdjęcia: Anna Plaszczyk

5 września 2015

Każdego roku wypoczywam na spływie kajakowym, z dala od wakacyjnych nadbałtyckich i górskich tłumów. W tym roku padło na Brdę – malowniczą rzekę kaszubską, której pierwszy odcinek jest dziewiczy i praktycznie nieuczęszczany przez przeciętnych turystów. O tym, że będzie to prawdziwy test wytrzymałości dla naszych sandałów Keen Newport H2 i dla nas samych, przekonaliśmy się już po pierwszej godzinie spływu.

Brda to rzeka piękna i fascynująca. Często zmienia swoje oblicze. Raz spokojnie meandruje w szerokich dolinach, by za chwilę wpłynąć do jednego z licznych rynnowych jezior. Jedne z nich są spokojne, inne zapewniają ekstremalne doznania za pomocą silnej bocznej fali. Ale zdecydowanie najciekawszymi odcinkami Brdy są przełomy, na których spadek jest dość duży, a ilość powalonych drzew – dosłownie powalająca.

Przy tak niskim, jak tegoroczny, stanie wody na pierwszym odcinku, od jeziora Świeszyno koło Miastka do Swornychgaci, Brda okazała się rzeką trudną, wymagającą siły fizycznej, cierpliwości i sporej determinacji. Rzeka na długich kilometrach nie przekraczała głębokości „do kostek”, przez co kajak, wyładowany sprzętem kempingowym i prowiantem na 5 dni, szurał po dnie nawet bez swojej siły napędowej, czyli nas. Nieustannie musieliśmy wysiadać i brodzić w wodzie po kostki, ciągnąc kajaki za sobą. Wyzwaniem było przeprawianie się nad i pod powalonymi drzewami czy walka ze spowalniającymi kajak wodorostami.

Sandały Keen Newport H2 służą nam od roku – właściwie od wiosny do późnej jesieni. Świetnie sprawdzają się jako buty podejściowe w Tatrach. Dzięki ogumowanej konstrukcji chroniącej palce można w nich podchodzić czy schodzić z gór bez obawy o skaleczenia. Buty są stabilne, noga w nich nie ma szans wyjechać poza podeszwę. Posiadają wygodną regulację – takie specjalne sznurowanie za pomocą gumki i klipsa. Zasadniczą ich zaletą jest to, że są sandałami – dzięki temu noga oddycha naturalnie. To podczas tegorocznych upałów zaleta nie do zastąpienia przez jakiekolwiek inne techniczne rozwiązania. A jeśli zastanie nas chłodniejszy wieczór – można do nich swobodnie założyć oddychające skarpety. Wiem, wiem. To taka obciachowa polska stylówka. Nie w przypadku Keen’ów. Bo w tych sandałach niskiej skarpety niemal nie widać.

Keen Newport H2 równie dobrze, jak w górach, sprawdzają się również w mieście. Mają ciekawy wygląd, są wygodne i przewiewne. Pytanie, czy ich wodoodporność, o której zapewnia producent, jest rzeczywiście wystarczająca na ekstremalny spływ kajakowy? I czy te buty będą w stanie podołać dwóm funkcjom – butów do wody i butów „po wodzie”. Bo przy wielodniowych spływach kajakowych redukcja bagażu jest niezwykle istotna. W końcu wszystko musi się zmieścić do niewielkiego, bo niemal płaskiego kajaka (to wersja, która radzi sobie z ekstremalnymi rzekami)!

Wymyśliliśmy, że zabranie naszych wodoodpornych Keen’ów na spływ będzie najlepszym rozwiązaniem. Wcześniej zabieraliśmy na spływy dwie pary butów – sandały i buty do wody. No i trzecie – pełne buty do chodzenia po lesie. Ale tu jesteśmy ortodoksyjni – las poza ścieżkami wymaga bezwzględnie pełnego obuwia.

Po pokonaniu pierwszego, ponad 4-kilometrowego jeziora, wpłynęliśmy na pierwszy odcinek Brdy. Linia brzegowa wskazywała jasno, że podczas normalnego lata jest w niej o jakieś 50-70 cm wody więcej. Kajak szybko osiadł na mieliźnie a my rozpoczęliśmy „trekking rzeczny”, czyli wycieczkę korytem rzeki z kajakami na holu. Od razu wiedziałam, że Keen Newport H2 to była dobra decyzja. Buty w wodzie nie ślizgają się nawet na kamieniach czy pniach drzew. Oczywiście – bezwzględnie należy uważać gdzie i jak się staje, ale sandały dawały moim nogom naprawdę mocne oparcie.

Największą zaletą butów było chodzenie po kamienistym dnie. Tak jak opatentowany gumowy nosek chroni palce nóg w górach – tak samo sprawdza się podczas spaceru korytem rzeki. A dzięki grubej podeszwie nie czułam dyskomfortu podczas chodzenia po kamieniach. W klasycznych butach do wody niestety wyczuwa się każdy kamyczek pod stopą. W przypadku Keen’ów tego problemu nie miałam.

Nieco mniej komfortowo było, kiedy małe kamyczki dostawały się do buta bocznymi otworami. Niestety – Brda to rzeka o wielu twarzach i zdarzały się odcinki z drobnymi kamieniami, które do klasycznych butów „do wody” byłyby się po prostu nie dostały. Trzeba było za każdym razem dokładnie wypłukać buty. Na szczęście w większości przypadków udawało się to zrobić bez zdejmowania butów z nóg! Ale to jedyny mankament Keen Newport H2.

Największym zaskoczeniem było dla mnie chodzenie po śliskich, zwalonych do wody pniach drzew. Z poprzednich lat pamiętam, że nie należało to do przyjemnych zajęć. Bez względu na buty, które wybierałam na spływ – zawsze było to niebezpieczne i groziło kąpielą. Gdybym nie miała ze sobą aparatu – prawdopodobnie tej kąpieli nie bałabym się tak bardzo. Ale kąpiel z lustrzanką Canona nie bardzo mi się uśmiechała. W tym roku, dzięki sandałom Keen, mogłam w miarę bezpiecznie chodzić po pniach drzew leżących w wodzie. Naturalnie nie zrezygnowałam z wiosła, pełniącego rolę stabilizatora, ale czułam się znacznie pewniej.

Sandały poradziły sobie z kamieniami, drzewami, odcinkami zamulonymi (choć uczucie mułu między palcami nie było najprzyjemniejsze) czy gęstą rzęsą wodną. Wystarczyło je wypłukać w rzece i buty znów wyglądały jak nowe.

A co ze schnięciem? Keen’y schną dość szybko, choć sierpniowe noce nie są już tak ciepłe jak lipcowe. Rano buty nie były już nasiąknięte wodą (a przypomnę, że dziennie spędzały w wodzie nawet 3 godziny), ale nie były też całkiem suche. Lepiej zrobiło się, kiedy przemierzaliśmy długie odcinki rzeki meandrującej pośród pól i łąk. Wtedy wystarczyło wyjąć stopy na górę kajaka – w pełnym słońcu schły naprawdę błyskawicznie. To znaczy, że kolejny przełom rzeki z jej mieliznami witałam już w suchych sandałach. Czy to mi pomagało po raz kolejny wysiąść z kajaka bez żalu? Nie! Choć teraz myślę, że mało kto miał szansę zmierzyć się z Brdą przy tak niskim stanie wody, na odcinku, który nawet w szczycie sezonu nie cieszy się popularnością.

Jak moje Keeny wyglądają dziś? Zupełnie tak, jak przed spływem. Wrzuciłam je do pralki, by pozbyć się zapachu 80 km rzeki Brdy i ruszyłam do Poznania. W podróży po raz kolejny sprawdziły się świetnie. Z całą pewnością Keen Newport H2 to buty wielofunkcyjne, które sprawdzają się nawet w ekstremalnych warunkach. 

Wodny test ekstremalny – Keen Newport H2

spływ Brdą – Keen Newport H2

spływ kajakowy brdą dużo zdjęć

sandały Keen Newport H2 test

Spływ kajkowy Brdą przy niskim stanie wody

Test sandałów Keen Newport H2

Brda najniższy stan wody w historii

spływ kajakowy przełom Brdy